czwartek , 24 Sierpień 2017
Home / Blisko nas / Ludzie z pasją / Morandówka to więcej niż biznes

Morandówka to więcej niż biznes

Ona marzycielka i dusza artystyczna. On kreatywny pragmatyk. Razem stanowią doborowy tandem, otwarty na nowe inspiracje.


Zakochani po uszy w sobie i w Zamościu sięgnęli po nie lada wyzwanie. Nie mam wątpliwości, że dla Małgorzaty i Henryka Ryczków “Morandówka” to coś więcej niż biznes.

Małgorzata i Henryk Ryczkowie, nowi najemcy legendarnego obiektu, jakim jest reprezentacyjna kamienica Morandowska, czyli popularna “Morandówka” przy ulicy Staszica 25 w Zamościu, w szczerej rozmowie mówią o … spełnianiu marzeń i biznesie z marzeń, który otworzy swoje gościnne progi na początku kwietnia.

Teresa Madej – Zacznijmy od wspomnień. Jaki był Zamość w czasach Państwa młodości? Wiem, że znacie się Państwo chyba “od piaskownicy”.

Henryk Ryczek: -Tak, rzeczywiście to historia, która już ma…, może nie będę mówił ile lat, ale znamy się od siódmego roku życia. Spotkaliśmy się oboje w tej samej klasie. Potem towarzyszyliśmy sobie przez całe osiem lat szkoły podstawowej. Później było liceum i technikum elektryczne, czyli znowu razem w jednym budynku. I od matury zaczęło iskrzyć i tak do dzisiaj to trwa.

Małgorzata Ryczek: -Moją młodość w Zamościu wypełniała także nauka w Szkole Muzycznej. Z Liceum Ogólnokształcącego chodziłam do Szkoły Muzycznej, która najpierw mieściła się nad Cepelią, a później na ulicy Pereca – gdzie uczyłam się grać na fortepianie.

Teresa Madej – Proszę powiedzieć jaki był wówczas Zamość?

Henryk Ryczek: -Wychowałem się na Alejach Ludowego Wojska Polskiego. I niestety, pamiętam ten Zamość jako szary i ponury. Cały Zamość tak wyglądał. Jedyną atrakcją był nasz park, gdzie odbywały się fantastyczne potańcówki. Ale Stare Miasto było odrapane i smutne, bywało też niebezpieczne.

Małgorzata Ryczek: – Stare Miasto z przeszłości pozostaje dla mnie fajnym wspomnieniem. Jest w mojej duszy i sercu.

Teresa Madej – Gdzie się wtedy chodziło na randki? Gdzie Państwo chodziliście na randki? Do kawiarni, parku? ZOO było malutkie.

Henryk Ryczek: -Tak, ZOO malutkie, więc randki w parku były najczęstsze. Chodziliśmy też do Winiarni na Żeromskiego. Była i Ratuszowa, ale restauracją naszej młodości była Winiarnia.

Ryczek: – Bardzo fajnie wspominam MPiK, gdzie można było wypić herbatę, poczytać gazetę i porozmawiać. Z sentymentem wspominam tę Winiarnię. Marian Paszczuk robił tam udane dyskoteki, przy których wspaniale bawiliśmy się do północy. Do domu wracało się taksówką, choć nie było ją łatwo złapać. I oczywiście park był dla nas przepięknym miejscem spotkań. Mieliśmy tam również lekcje wychowania fizycznego i biegaliśmy też na długie dystanse. To były piękne czasy.

Henryk Ryczek: -A na weekendy “zielona linia” i Zwierzyniec.

Teresa Madej – Potem była wielka miłość, rodzina i dzieci. A pana pierwszy biznes, panie Henryku?

Henryk Ryczek: -Właściwie to już przed maturą. Ja zawsze brałem się do różnych rzeczy. Już przed ślubem miałem swoją firmę. A tak już na poważnie to w 1989r. Potem to już poszło i po kilka biznesów na raz i w kilku miastach. Przewędrowaliśmy przez Tuszów Narodowy, miasto gen. Sikorskiego, Mielec, Andrespol i Łódź, która jest siedzibą mojej głównej firmy.

Teresa Madej – Proszę powiedzieć, jak to się stało, że “zakochał się” pan w kamieniu?

Henryk Ryczek: -To był rok 1988. Z przyjacielem wybraliśmy się na Bałkany, do Serbii. Jednego wieczoru nasz znajomy Dragan zaprowadził nas do swojego kuma na degustację rakiji. Zobaczyliśmy u niego pierwsze, mozolnie odlewane elementy betonowe, które nas bardzo zainspirowały. Staraliśmy się tam nabyć jakieś formy, ale wojna na Bałkanach i nasz wyjazd to uniemożliwił. Wróciliśmy do Polski z głową pełną pomysłów. Przez rok próbowaliśmy odtworzyć możliwość wytwarzania takiego kamienia. Udało się. Wtedy założyłem firmę i prowadzę ją już dwadzieścia siedem lat.

Teresa Madej – I podbija pan rynki świata. Przez pewien czas nie mieszkaliście Państwo w Zamościu. Rozumiem, że biznes rządzi się swoimi prawami. Coś za coś.

Henryk Ryczek: -Najpierw wyjechaliśmy na Śląsk, za mieszkaniem, “za chlebem”. Później, jak firma zaczęła prosperować, dojeżdżałem do tych miejsc, gdzie mieliśmy nasze siedlisko. Kiedy kupiliśmy nowy zakład w Łodzi, wtedy ja spędziłem tam dwanaście lat, a Małgosia z dziećmi sześć, siedem.

Teresa Madej – Ten powrót w wielkim stylu to tęsknota za Zamościem czy może nowy projekt?

Henryk Ryczek: -Kilka lat temu powróciliśmy do Zamościa, aby ustabilizować i wyciszyć nieco nasze życie. To było chyba wypowiedziane w złą godzinę. Sprzedaliśmy dom w Zamościu i zamieszkaliśmy w siedlisku położonym w Skierbieszowskim Parku Krajobrazowym. Nie mogliśmy się nacieszyć tym rocznym okresem spokoju. To było zbyt dużo jak dla mojej “rogatej” duszy. Życie ponownie przyspieszyło. Jak mówią: “Ty planujesz, Bóg się śmieje”. Rzeczywiście, chyba “Bóg się zaśmiał” i podsunął mi mnóstwo pomysłów. I dzięki Bogu, zdrowie pozwoliło, że udało się zrealizować te pomysły.

DSC_0514

Małgorzata Ryczek: -Zawsze chcieliśmy mieć coś na wsi. Jesteśmy z miasta, ale coś nas ciągnie na wieś. Na tej kupionej osiemnaście lat temu działce na wsi założyliśmy nasze Zamojskie Rancho. I tak krok po kroku zaczęliśmy kupować zwierzęta, konie i powstała stadnina. To nie było zaplanowane.

Henryk Ryczek: -Było planowane, tylko nie na taką skalę. Stajnię chcieliśmy zbudować dla siebie, ale teraz robimy Halowe Mistrzostwa Województwa Lubelskiego w skokach przez przeszkody. Jeżdżę na koniu w miarę możliwości i czasu. Chciałbym to robić częściej.

Teresa Madej – Czyli można założyć, że “Morandówka” to dla Państwa biznes z marzeń?

Małgorzata Ryczek: -Mogę powiedzieć prawdę? Jak pamiętam – wychowując się na Starym Mieście, nie mieszkając tu, to z uwagi na naukę w Szkole Muzycznej – kiedyś powiedziałam do męża, że fajnie by było… Te kamieniczki tak mnie fascynowały. Patrzyłam na nie i mówiłam: Te kamieniczki są tak piękne w tym Zamościu.

Teresa Madej – I tak jedną mieć.

Małgorzata Ryczek: -I tak jedną mieć. Tak, dosłownie tak myślałam. Ta kamienica tyle lat stała pusta.

Sprawdź również

Na waleta bez bileta. Przejechał stopem z Tomaszowa Lubelskiego do Pakistanu

W 2015 roku pojechał autostopem do Kambodży. Celem jego podróży było poznanie smaku smażonego pająka. …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglą…darki. Więcej informacji.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close