środa , 14 kwietnia 2021
Home / Blisko nas / Wywiady / W roli głównej – Ryszard Majewski – życie dziennikarza na misji

W roli głównej – Ryszard Majewski – życie dziennikarza na misji

DSC_0060Mikrofon i  aparat fotograficzny towarzyszą w reporterskich wyprawach dziennikarzowi Polskiego Radia, Ryszardowi Majewskiemu. Chełmianin z urodzenia – dziennikarz rozgłośni regionalnej w Lublinie, ale także współpracownik Radiowej Jedynki i Informacyjnej Agencji Radiowej. Relacjonował wydarzenia w krajach objętych konfliktami zbrojnymi – Irak, Afganistan, Czad, Bośnia. O swoim życiu, pracy i niecodziennych przygodach opowiedział nam w specjalnym wywiadzie.

– Od 2005 roku rozpoczęły się moje wyjazdy. Praca na misjach to nie jest tylko wojsko. Staram się szukać nie tylko tego co robi wojsko, ale przed wszystkim tą drugą stronę medalu. To co uświadamiam sobie za każdym razem wyjeżdżając poza bazę, że baza to jedno a wokół niej żyją ludzie, którzy chcieliby żyć w normalnym świecie, w innych warunkach. Żyją tam gdzie żyją i do tych ludzi trzeba jakoś dotrzeć, trzeba z nimi próbować rozmawiać, tych ludzi dostrzegać. Mówić o ich problemach, pokazywać jak żyją. Wbrew pozorom okazuje się i to widać na zdjęciach, które robię, że są tam ludzie którzy starają się żyć normalnie. Dzieci, które się uśmiechają, które chciałby dorastać, uczyć się, chodzić do szkoły, studiować, jeździć motocyklami, rowerami. Niestety nie jest im to dane. Koledzy wyjeżdżający tam gdzie toczą się konflikty zbrojne, mają różne pomysły na swoją pracę. Mój pomysł polega na tym, żeby pokazać jak żyją ludzie. Stąd m.in. wziął się temat reportażu pomocy medycznej naszego wojska wobec ludności żyjącej w Iraku. (Red. Za ten reportaż dziennikarz zdobył nagrodę w konkursie zorganizowanym przez Ministerstwo Obrony Narodowej pod hasłem “‘Misjonarze pośród nas” posłuchajcie reportażu … )

Bardzo się cieszę, że został nagrodzony. Pewnie dlatego, że to nie było tylko pokazanie żołnierzy, ale też tej drugiej strony i uzasadnienie naszej bytności w Iraku. Choć nie jest to jedyny aspekt.

Jak wygląda przygotowanie dziennikarza na misje?

– Każdy wyjazd to jest nowe doświadczenie, nowe zaskoczenie. Mój pierwszy wyjazd do Iraku pozostanie na zawsze w mojej pamięci. To był strach, to była obawa, myślenie o tym kraju przez pryzmat doniesień.

Dlaczego zdecydował się Pan wyjechać na misje?

– Każdy dziennikarz powinien być ciekawy świata i jeżeli ma taką możliwość, a ja ją miałem, powinien wyruszyć poza domowe podwórko. Powinien z tego skorzystać. Nie powiem, że odpowiedź na tą propozycję była łatwa i pozbawiona jakiś wahań, ale jeżeli już się powiedziało A to trzeba było powiedzieć B. Czasem trudno się wycofać z decyzji, która zapadła wcześniej.

Każdy wyjazd to ryzyko…

– No tak, ale każde wyjście z domu to też jest ryzyko. Nigdy nie wiadomo. Ostatnio koleżanka z telewizji zginęła na przejściu dla pieszych. Nie chce tutaj porównywać. Wiadomo, że jak pójdę o północy na ul. Lubartowską to jest większe prawdopodobieństwo, że dostane w lampę, niż w południe chodząc po deptaku. Ale myślę, że w tym przypadku ciekawość, nie wiem czy to jest tylko ciekawość, jest ważniejsza.

Jak wyglądają techniczne przygotowanie do wyjazdu?

– Są to przygotowania medyczne, wszystkie szczepienia, dla własnego bezpieczeństwa; przygotowania związane z pobytem w danym kraju, czyli zdobywanie wizy. Przygotowania wojskowe  – złożenie wszelkich dokumentów, wniosku o akredytację itd. Przygotowania „kulturowe”, żeby zachowywać się odpowiednio na terenie tego kraju, żeby nie obrazić tych ludzi, u których się jest. Poza bazą nabywa się kolejnych doświadczeń. Moje wyobrażenie o tym czego mogłem się spodziewać na terenie danego kraju, w porównaniu z tym jak to wygląda w rzeczywistości, to są zupełnie dwie różne sprawy.

Wojsko jest zabezpieczone, posiadają broń i odpowiedni strój. Co ma dziennikarz, oprócz mikrofonu i aparatu?

– Kamizelkę kuloodporna i chełm. Staram się nie wyróżniać z grupy z którą poruszam się, ze względu na swoje bezpieczeństwo. Wiadomo, że jak ktoś się wyróżnia i grupa jest pod lupa snajperów, to przede wszystkim w pierwszym rzędzie trafia się w tego co się wyróżnia.

Jak rodzina reaguje na Pana wyjazdy?

– Rodzina nie powiem, żeby była bardzo szczęśliwa. Z moją żoną pod tym względem jakoś się dogadaliśmy, bo żona też podróżuje. Była kilkukrotnie w Indiach, Maroku i różnych innych krajach. Choć nie powiem, że wyjazd do Afganistanu czy do Czadu był takim wyjazdem, na myśl o którym moja żona skacze z radości.

Czym się różni rzeczywistość, którą my widzimy w mediach a tą którą Pan tam zastaje?

– Zdecydowanie. To jest zupełnie coś innego. O Afganistanie mówimy wtedy, kiedy wydarzy się jakaś tragedia, kiedy zginie polski żołnierz. Nie mówimy o tym co się dzieje normalnie, na co dzień w tym kraju. W przypadku żołnierzy – to są różne życiowe wybory, tragedie, pomysły, wahania, jakieś dziwne zachowania w momencie, kiedy uświadamiają sobie gdzie się znaleźli, czym mają się zajmować. Staram się szukać tam w miarę normalnego życia. Np. nie mówimy o tym, że Afgańczycy są bardzo pracowitymi ludźmi, że z każdego kawałka ziemi starają się wyrwać coś dla siebie, w sensie rolnictwa.

A jak wygląda „zwykły” dzień na misji?

To zależy. Moje plany to jest jedno. Korzystając z transportu wojskowego, muszę się podporządkować. Jeżeli jest czerwony alarm to nie mam mowy, żeby wyjechał dziennikarz. Dziennikarz to jest, że tak powiem, wrzut na pewnej części ciała w momencie kiedy coś się dzieje. To jest po pierwsze jeden karabin mniej i jedna osoba więcej którą trzeba chronić. A w sytuacjach bojowych jest to niezwykle istotne, żeby tych ogonów nie było. Organizacyjnie muszę się podporządkować lecz w sprawy merytoryczne nikt nie wnika. Nie zdarzyło się, żeby rzecznik prasowy czy dowódca zabronił mi opublikowania czegoś albo słuchał moich relacji, które przygotowuje. Każdy robi swoją robotę.

Ma Pan swoje ulubione historie, które zapadły głęboko w pamięci?

Jest kilka takich historii. Jedna z nich, którą zawsze opowiadam dotyczy pobytu w Afganistanie. Wróciliśmy z całodniowego wypadu do Kabulu. Był to wypad na moje ryzyko, poza wojskiem. Wynająłem taksówkę, tłumacza, miałem kierowcę i pojechaliśmy zupełnie cywilnie. Dopiero później uświadomiliśmy sobie z czym to się mogło wiązać. Po powrocie do bazy, kiedy czekaliśmy na wjazd (to nie jest tak, że do bazy wjeżdża kto chce), zobaczyłem grupkę dzieci, które przeszukiwały śmietniki. W pewnym momencie jeden z tych chłopców znalazł kanapkę. Prawdopodobnie żołnierz ugryzł, niesmakowana mu i wyrzucił ją do kosza. On tą kanapkę wyjął, otrzepał z tego brudu i podzielił się ze sowimi braćmi czy kolegami. To była grupka pięciu czy sześciu osób. Po powrocie do domu, opowiedziałem to swoim dzieciom. Moja córka wyjęła danonka truskawkowego i powiedziała – wiesz co tato, ja już nie będę marudziła czy to jest danonek truskawkowy a nie waniliowy. Teraz już będę jeść i takie.

Czy wybrałby Pan tą samą drogę siedem lat temu?

Tak . Ale byłbym mądrzejszy o pewne doświadczenia. Na co innego bym zwracał uwagę i inaczej bym się przygotowywał. Zwłaszcza do pierwszego wyjazdu, na który pojechałem jak totalna niemota. Doświadczeni koledzy patrzyli na mnie jak na kretyna. Na pewno nie wybiera się w taką wyprawę w garniturze. Prawda? (uśmiech) Pomimo, że leci się z Premierem Marcinkiewiczem, oficjalną delegacją, rządowym samolotem. Wyróżniałem się znacznie z grona dziennikarzy, choć nie koniecznie z korpusu dyplomatycznego. Starałem się być pomiędzy, żeby dziennikarze nie patrzyli na mnie dziwnie, a korpus żeby nie traktował mnie jako obce ciało, które się tam plącze.

Dziękuje za rozmowę.

Nie tylko ja miałam okazję poznać Ryszarda Majewskiego i z nim porozmawiać. Taką okazję mieli uczestnicy „Slajdowiska” Zamojskiego Klubu Podróżników „Śródziemie” w Klubie Bohema, 2 kwietnia br.

Fotogaleria{vsig}2012/05/majewski{/vsig}

Sprawdź również

karen-thompson-walker

Wywiad z Karen Thompson Walker

Rozmowa Karen Thompson Walker z jej wydawcą, Kate Mediną. KATE MEDINA: „Spowolnienie”, które przedstawiłaś, zagraża …

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Ten serwis wykorzystuje pliki cookies. Korzystanie z witryny oznacza zgodę na ich zapis lub odczyt wg ustawień przeglą…darki. Więcej informacji.

The cookie settings on this website are set to "allow cookies" to give you the best browsing experience possible. If you continue to use this website without changing your cookie settings or you click "Accept" below then you are consenting to this.

Close